Wednesday, 25 March 2020

Lamborghini LM002 1986 (IXO)

Napisać, że Lamborghini LM002 to samochód dziwny to nic nie napisać. Tutaj w każdym zakamarku ukryto rozwiązania, które zaskakują.  To dziwactwo, które wydaje się być samochodem tylko przy okazji. Na dodatek, z wątkiem terrorystycznym w tle.

Jest rok 1977. Lamborghini jest znane i uznane jako producent ekskluzywnych sportowych samochodów (traktory też robi ale to inna historia). Dla kierownictwa firmy okazuje się to być zbyt mało, więc decyduje się ono na wzięcie udziału w przetargu na lekki pojazd terenowy dla amerykańskiej armii. We współpracy z firmą Mobility Technology International (MTI) powstaje prototyp o nazwie Cheetah (z ang. gepard). Auto napędzane umieszczonym z tyłu silnikiem V8 Chryslera pokazano publiczności na salonie genewskim w roku 1977 oraz amerykańskiej armii. Niestety, pojazd prowadził się źle i w rezultacie nie przypadł do gustu Amerykanom. Co gorsza, amerykańska koncern FMC wytoczył sprawę przeciwko Lamborghini i firmie MTI o skopiowanie ich prototypowego pojazdu dla armii z wczesnych lat 70. Taki obrót spraw jeszcze bardziej skomplikował i tak już trudną sytuację marki z bykiem w logo.

Włosi nie dawali jednak za wygraną. W roku 1981, z nowym kapitałem od inwestorów, zaprezentowali model LM001 (LM to skrót od Lamborghini Militari). Nadwozie mocno różniło się od poprzedniego konceptu, lecz rozwiązania napędowe pozostały te same. Nie trzeba jasnowidza, aby domyślić się, że oznaczało to takie same problemy z prowadzeniem.

Konstruktorzy Lamborghini rozwiązali ten problem dopiero przy trzecim podejściu w modelu LM002, z całkowicie nowym podwoziem oraz silnikiem V12 z Lamborghini Countach montowanym z przodu. Auto zaprezentowano w 1982 roku, lecz do sprzedaży weszło dopiero 4 lata później. Zgodnie z planem, grupą docelową były wojska, ale zaoferowano również wersję cywilną. Luksusowe wyposażenie i wnętrze wykończone drewnem i skórą miało przyciągać zamożną klientelę. Wśród zwabionych klientów znalazł się m.in. sułtan Brunei, dla którego specjalnie stworzono w jednym egzemplarzu wersję kombi.

Równie wybredni klienci mogli zamówić też jeszcze większy i mocniejszy silnik 7.2 V12 używany do napędzania… motorówek. Lista dziwactw jest jednak dłuższa! Pomimo luksusowego charakteru, miejsca w kabinie było dramatycznie mało (z przodu niewiele więcej niż w Maluchu) a kierownica nie dała się regulować, gdyż była zamocowana prosto do deski rozdzielczej. Co więcej, lusterka boczne były małe i umiejscowiono je tak, że część widoku zasłaniały drzwi. Ergonomia w tym samochodzie nie istniała.  W dużej mierze to zasługa wojskowego przeznaczenia pojazdu. Z tego powodu też, auto miało ogromną masę własną 2700 kg, gigantyczne koła w rozmiarze 325/65 i równie wielki bak paliwa, mogący pomieścić aż 290 litrów! Tak pancerny charakter poskutkował potoczną nazwą „Rambo Lambo”.

Na koniec dosłowna bomba, czyli zapowiadany na początku wątek terrorystyczny. Otóż z około trzystu cywilnych egzemplarzy LM002, jeden trafił w posiadanie Udaya Husseina, najstarszego syna niesławnego prezydenta Iranu, Saddama Husseina. Uday Hussein posądzany o gwałty, tortury, kradzieże i planowanie zabójstwa zginął w lipcu 2003 roku w trakcie ataku amerykańskich sił wojskowych. 18 maja 2004 roku, wojsko amerykańskie wysadziło w powietrze LM002 należące do Husseina, podczas testów bomb samochodowych.

O miniaturze
Modelik od IXO nie oddaje charakteru pojazdu. Nie dlatego że jest z nim coś szczególnie nie tak, tylko dlatego że LM002 jest tak specyficznym samochodem, że aby poczuć jego klimat trzeba go doświadczyć na żywo.

Sama miniaturka jest jednak dobrej jakości. Czysta i równa powłoka lakiernicza, dobre proporcje nadwozia i fototrawione wycieraczki sprawiają, że modelik wygląda atrakcyjnie. Brakuje jedynie znaczka Lamborghini na kole zapasowym. W konkurencyjnych modelach Minichamps ten detal jest. W moim egzemplarzu drażnić może krzywo zamontowane tylne orurowanie.

*********

To write that the Lamborghini LM002 is a strange car, is like not writing anything at all. Here, we have solutions that surprise hidden in every corner. It’s a one big quirk that only incidentally seems to be a car. On top of that, there is a terrorist twist in the background too. 

The year is 1977. Lamborghini is known and renowned as a manufacturer of high-end sportscars (it also makes tractors, but that’s a different story). For the company’s bosses that doesn’t seem to be enough, so they decide to get a contract to build a new all-terrain vehicle for the US military. Together with Mobility Technology International (MTI) they produce a prototype called the Cheetah. The car powered by Chrysler’s rear-mounted V8 engine was first show to the public at the Geneva Motor Show 1977 and then to the American army. Unfortunately, the car had very poor handling and as a result wasn’t liked by the Americans. What’s worse, a FMC Corporation filed in a lawsuit against Lamborghini and MTI for copying their prototype vehicle for the army from the early 70s. 
This further complicated Lamborghini’s already difficult financial situation.

The Italians were not giving up however. In 1981, with new capital from investors, the LM001 model was presented (LM being short for Lamborghini Militari). The body was significantly different from the previous prototype, but the powertrain set-up remained the same. You don’t need a psychic to realise that this resulted in exactly the same problematic handling. 

Lamborghini’s designers solved that problem only at the third attempt, in the LM002 model with a completely new chassis and a front-mounted V12 engine from the Lamborghini Countach. The car was shown in 1982, but production started 4 years later. Like planned armies were the target customer group, but a civilian version was also offered. Luxurious equipment and leather and wood finished interior was meant to entice the wealthy clientele. Amongst the lured customers was the Sultan of Brunei, for whom a one-off estate version was made.

Equally fussy clients could also request an even bigger and stronger 7.2 V12 engine used to power…off-shore powerboats. Still, the list of quirks is longer! Despite the luxurious character, cabin space was incredibly tight (in the front not much better than the original Mini), whilst the steering wheel couldn’t be adjusted, because it was mounted straight onto the dashboard. What’s more, the wing mirrors were small and positioned in such a way that caused the door to obstruct the view from them. Ergonomics was non-existent in this car. This is largely thanks to the military predisposition of the vehicle. Because of this, the car had a massive kerb weight of 2700 kgs, gigantic 325/65 wheels and equally huge fuel tank, that could hold 290 litres of fuel! Such an armoured character resulted in the “Rambo Lambo” nickname.

Finally, a literal bombshell that is the aforementioned terrorist twist. You see, from the three hundred or-so civil units of LM002 sold, one ended up in the ownership of Uday Hussein, the eldest son of the infamous Iranian president Saddam Hussein. Uday Hussein who allegedly tortured, raped and plotted to assassinate numerous people was killed by the American armed forces in July 2003. On 18 July 2004, members of the American military used an LM002 that had belonged to Uday Hussein during car bomb tests. 

About the miniature
The model from IXO doesn't quite capture the vehicle's character, Not because there is anything particularly wrong with it, but because it is such a peculiar car that you need to experience it in real life to fully feel its character. 

However, the miniature itself is of good quality. Clean and even paintwork, good body proportions and photoetched windscreen wipers make for an attractive  die-cast model. Only the Lamborghini emblem is missing from the spare wheel. This detail is present in the comparable Minichamps models. In my model, the wonky rear bull bar is quite annoying. 


Lamborghini LM002 1986 (1:43)
by IXO

Saturday, 29 February 2020

Opel Ascona C SR 1981 (BoS Models)

Pewna część samochodziarzy traktuje stare Ople jak zło wcielone. A stare Ople –jeśli nie rdzewieją - mają swój urok! Tak jak Ascona C. Trzecia generacja Opla klasy średniej debiutowała w 1981 roku i była drugim, po Kadecie D, przednionapędowym modelem niemieckiego producenta. Auto bazowało na świeżo opracowanej przez koncern GM platformie J. Jak to było w zwyczaju amerykańskiego giganta, po większych lub mniejszych zmianach model oferowano pod różnymi markami prawie pod każdą szerokością geograficzną. W Brazylii był to Chevrolet Monza, w Wielkiej Brytanii Vauxhall Cavalier, w Japonii Isuzu Aska, w Australii Holden Camira a na rynkach Ameryki Północnej występował m.in., jako Buick Skyhawk, Cadillac Cimarron i Oldsmobile Firenza.

Skupmy się jednak na europejskiej Asconie. Samochód został najpierw bardzo dobrze przyjęty przez prasę motoryzacyjną, czego dowodem było zajęcie 2. miejsca w plebiscycie na Europejski Samochód Roku 1982, a potem przez klientów którzy chętnie go kupowali. Mieli oni do wyboru trzy wersje nadwoziowe; dwu i czterodrzwiowego sedana oraz pięciodrzwiowego hatchbacka, a dodatkowo, w Wielkiej Brytanii produkowana była wersja kombi Vauxhall Cavalier Estate. W 1983 roku do oferty dołączono jeszcze kabriolet a także usportowioną wersję SR z silnikiem 1.8 (115 KM) z wtryskiem Boscha.

Gama silnikowa początkowo obejmowała cztery silniki: 1.3 N (60 KM), 1.3 S (75 KM), 1.6 N (75 KM) i 1.6 S (90 KM), które współpracowały z czterobiegową skrzynią manualną, lub trzybiegową automatyczną (z wyjątkiem silników 1.3 N). Później do oferty wprowadzono pięciostopniową skrzynię biegów oraz Diesla 1.6 D (54 KM) i benzynowe jednostki 1.6 (75 KM) oraz 2.0 (115 KM i 129 KM).

Ascona przeszła dwie modyfikacje. Pierwszą w 1984 roku (Ascona C2) w ramach której lekko zmieniono grill oraz przednie światła a we wnętrzu zastosowano elementy z Kadetta E. Po drugiej modyfikacji z 1986 roku (Ascona C3) auto otrzymało nowy grill w kolorze nadwozia i nowe zderzaki. Z oferty usunięto też najsłabsze silniki 1.3. Produkcję zakończono w październiku 1988 roku. W sumie wyprodukowano 1,721,647 sztuk Opla Ascony C.

O miniaturze
Czerwona Ascona to produkt firmy BoS Models, kupiony przeze mnie w 2018 roku z przeceny w jednym z niemieckich internetowych sklepów modelarskich. Modelik wykonany jest z żywicy i typowo dla wyrobów z tego tworzywa, prezentuje bardzo wysoki poziom odwzorowania. Od ogólnych proporcji nadwozia do świetnych detali jak światła i kołpaki. Jeśli ktoś chciałby być hiperpedantyczny to dostrzegłby miejscami nierówno pomalowaną listwę ochronną po bokach nadwozia, prawie niewidoczną na zdjęciach. Jest to jednak mikroskopijny wręcz szczegół, który w żaden sposób nie przeszkadza w odbiorze modelu. Miniaturka zasługuje na najwyższą ocenę!

*********
Some car nerds treat old Opels like pure evil. But old Opels – provided they don’t rust – have their charm! Just like the Ascona C. The third generation of the mid-sized Opel debuted in 1981 and was the German manufacturer’s second front-wheel drive car since the introduction of the Kadett D. The car was based on the J-platform newly developed by GM. Typically for the American giant, the model – after smaller or bigger changes – was offered under different brands at almost every latitude. In Brazil it was Chevrolet Monza, Vauxhall Cavalier in United Kingdom, Isuzu Aska in Japan, Holden Camira in Australia and on the North American markets it was known as, inter alia, Buick Skyhawk, Cadillac Cimarron and Oldsmobile Firenza.

Anyhow, let’s focus on the European Ascona. The car was first very well received by the motoring press, which was proven by its 2nd place in the European Car of the Year 1982 and then by the buyers, who were eagerly purchasing it. They had a choice of three bodystyles: two- and four-door saloons and a five-door hatchback. Additionally, an estate variant called Vauxhall Cavalier Estate was produced in the United Kimgdom. In 1983 a convertible was added to the line-up and a sporty SR model with a 1.8 (115 hp) engine with a Bosch fuel injection.

Initially the engine choice consisted of four motors: 1.3 N (60 hp), 1.3 S (75 hp), 1.6 N (75 hp) i 1.6 S (90 hp) which were coupled with a 4-speed manual gearbox or a 3-speed automatic (with the exception of the 1.3 N engine). Later, a 5-speed manual transmission was added alongside a diesel 1.6 D (54 hp) and petrol units 1.6 (75 hp) and a 2.0 (115 and 129 hp).

Ascona underwent two facelifts. The first in 1984 (Ascona C2) brought a slightly modified front grill and headlights and elements from the Kadett E in the interior. After the second facelift from 1986 (Ascona C3) the car received a new body-coloured grill and new bumpers. The weakest 1.3 engines were also removed from the range. The production ended in October 1988. A total of 1,721,647 units of Opel Ascona C were made.

About the miniature
The red Ascona is a product of BoS Models, bought by me in 2018 during a sale in one of the online German model shops. The model is made from resin and typically for crafts from this material it showcases a very high level detail. From the general proportions of the bodywork to amazing detail such as the lights or hubcaps. If someone wanted to be hyperpedantic, they would notice uneven in places side trims, almost invisible on the photographs. However, this is virtually a microscopic detail that does does not impact the model’s presence in any way. This miniature deserves high praise!







Opel Ascona CC SR 1981 (1:43)
by BoS Models

Thursday, 26 December 2019

Seat Ibiza GLX 1984 (Coches Inolvidables)


Ibiza to dla Seata model przełomowy. Po latach kopiowania modeli Fiata w 1984 roku hiszpańska firma w końcu zaprezentowała samochód, który ich kopią nie był. Wprawdzie podwozie bazowało na Fiacie Ritmo, jednak Hiszpanie sami zaprojektowali wnętrze a za projekt nadwozia odpowiadał Giorgetto Giugiaro i niemiecki Karmann. W opracowaniu silników Seatowi pomagało samo Porsche, czym Hiszpanie chętnie się chwalili, umieszczając tabliczkę „System Porsche” na pokrywie silnika. Co ciekawe, za możliwość umieszczenia takiej informacji, Porsche zażyczyło sobie 7 marek niemieckich za każdy sprzedany egzemplarz Ibizy.

Pierwszy egzemplarz zjechał z linii montażowej fabryki w Zona Franca w Barcelonie dnia 27 kwietnia 1984 roku a światowa premiera miała miejsce kilka miesięcy później, na salonie samochodowym w Paryżu. Ibiza była samochodem segmentu B, lecz dzięki użyciu płyty podłogowej z kompaktowego Ritmo, była jednym z najprzestronniejszych modeli w swojej klasie.
Ibizę od początku oferowano w wersji 3-drzwiowej. Praktyczny wariant 5-drzwiowy pojawił się w roku 1986. Dwa lata później model przeszedł drobny lifting a w roku 1991 kolejny, znacznie gruntowniejszy, po którym auto otrzymało przydomek Ibiza New Style. Produkcję zakończono w 1993 roku, po wyprodukowaniu 1,3 mln egzemplarzy.

Na tym historia się jednak nie kończy, gdyż w 1997 roku chiński producent samochodów Nanjing Automobile Group wykupił licencję na produkcję tego modelu pod własną marką Nanjing Yuejin Eagle i później Soyat. Wytwarzano go do 2008 roku.


O miniaturze
Oto pierwszy Seat w mojej kolekcji. W przeciwieństwie do większości modeli na blogu, nie w skali 1: 43 a w stosunkowo niszowej 1:24. Dlaczego skala 1:24 tak mocno ustępuje popularnością skalom 1:43 i 1:18? Może dlatego, że większość dostępnych modeli w tej skali pochodzi od firm Welly czy Maisto, traktowanych z przymrużeniem oka przez środowisko kolekcjonerskie? Albo przyczyną jest stosunkowo mały wybór modeli? Trudno jednoznacznie stwierdzić. Ta czerwona Ibiza udowadnia jednak, że skala 1:24 warta jest uwagi.

Jak to kilkakrotnie już się zdarzało, na model natrafiłem przypadkiem, przeglądając internet. Tym razem była to strona carmodel.com. Lubię motoryzację lat 80., więc kiedy ujrzałem zdjęcie czerwonej Ibizy, bez wahania kliknąłem w obrazek. Model na zdjęciach prezentował się bez zarzutu (znacznie lepiej od swojego odpowiednika w skali 1:43). Cena poniżej 20 euro też kusiła… Więcej przekonywania nie potrzebowałem. Ibiza powędrowała prosto do koszyka.

Modelik dotarł do mnie w dwa tygodnie temu. Po wypakowaniu go z pudełka utwierdziłem się w przekonaniu, że jego zakup był strzałem w dziesiątkę. Bardzo dobrze odwzorowano proporcje samochodu, warstwa lakieru nie ma skaz a oznaczenia modelu są idealne. Wygląd miniatury poprawiają też ładnie wykończone odbłyśniki przednich i tylnych świateł. Poziomem wykonania Ibiza 1:24 bije na głowę swojego odpowiednika w skali 1:43, szczególnie jeśli chodzi o proporcje nadwozia. Jest to o tyle dziwne, że obie miniaturki wydała ta sama firma – Edicola/IXO. W większym modelu niektórzy mogą się przyczepić do braku otwieranych elementów, co akurat dla mnie nie jest wadą w tej skali, bo dzięki temu autko wygląda naturalniej.


Czy skala 1:24 ma szansę wyjść z cienia popularniejszych skali? Na pewno na to zasługuje. Kosztuje mniej niż modele w skali 1: 43 uznanych producentów, oferując podobny poziom odwzorowania. Dzięki temu, że modele w tej skali są większe, to szczególnie na zdjęciach lepiej udają prawdziwe samochody. Łatwiej też dostrzec subtelne szczegóły takie jak oznaczenia modelu.


Od jakiegoś czasu, modę na skalę 1: 24 starają się rozkręcić zagraniczne wydawnictwa, wprowadzając do sprzedaży serie z modelami w tej skali. Po Francji, Rosji i Hiszpanii, przyszła pora na Polskę. W tym roku firma Hachette wydała w naszym kraju pilotażową serię kultowych modeli w skali 1:24. Jest więc szansa że i u nas ta skala zyska na popularności i nastawienie do niej ulegnie zmianie. O ile oczywiście jakość będzie porównywalna do prezentowanej Ibizy.

P.S. Wszystkim czytelnikom bloga życzę szczęśliwego Nowego Roku 2020! 


********
The Ibiza is a breakthrough model for Seat. After years of copying Fiat’s models, in 1984 the Spanish firm finally presented a car that wasn’t their copy. Although the chassis was derived from the Fiat Ritmo, the Spanish designed the interior themselves whilst the car’s bodywork was designed by Giorgetto Giugiaro and the German manufacturer Karmann. The rumour has it that the Ibiza’s shape was in fact a development of a project for the Golf II, which Volkswagen earlier rejected. We actually have more German motifs here, because Porsche itself helped Seat in the development of the engines, a fact that was eagerly highlighted by the Spanish who placed a “System Porsche” badge on the engine cover. Interestingly, for the possibility of sharing this information, Porsche demanded 7 German marks per Ibiza sold.

The first Ibiza rolled of the assembly lines in the Zona Franca in Barcelona on 27th April 1984 with the world premiere taking place a few months later at the Paris Motor Show. The Ibiza was a B-segment car, but thanks to the use of a platform from the Ritmo, it was one of the most spacious models in its class.

From the very beginning the Ibiza was offered in a 3-door bodywork. The practical 5-door variant appeared in 1986. Two years later the model received a minor facelift and in 1991 another, much more severe one, after which the car was named Ibiza New Style. The production ended in 1993, after making 1.3 mln units.

The story doesn’t end there however, because in 1997 the Chinese automaker Nanjing Automobile Group bought a license for manufacturing this model under its own brand, Nanjing Yuejin Eagle and later Soyat. It was made until 2008.


About the miniature
Here is the first Seat in my collection. Unlike most models on the blog, it’s not in 1:43 scale, but in a relatively niche 1:24. Why is the 1:24 scale so significantly less popular than 1:43 and 1:18 scales? Maybe it’s because the majority of models available in this scale is manufactured by companies such as Welly or Maisto, which are taken semi-seriously in the diecast collector world? Or perhaps it’s down to a relatively limited choice of models? It’s difficult to come to a definitive conclusion. This red Ibiza proves however, that the 1:24 scale is worth the attention.

As was the case on few occasions before, I came across this model accidentally while browsing the internet. This time, it was the carmodel.com site. I like cars of the 80s, so when I noticed a photo of the red Ibiza, I clicked it without hesitation. The model looked flawless in the photos (much better than its counterpart in 1:43 scale). A price below 20 euros was also enticing... I needn’t more convincing. Ibiza went straight to the shopping basket.

The model was delivered to me two weeks ago. After unpacking it, I was immediately convinced that its purchase hit the mark. The car’s proportions are well replicated, the paintwork is blemish-free and the model emblems are spot-on. The miniature’s appearance is also improved by the nicely crafted front and rear lights. In terms of quality, Ibiza in the 1:24 scale trumps its 1:43 counterpart, especially when it comes to replication of body proportions. This is somewhat surprising when you consider that both miniatures were produced by the same manufacturer – Edicola/IXO. In the bigger model some can pick on the lack of opening parts. However, for me this isn’t a flaw in this scale, because the lack of it makes the model look more natural.

Can the 1:24 scale step out of the shadow of more popular scales? It definitely deserves it. It costs less than models of renowned manufacturers in 1:43 scale, whilst offering a similar level of detail. Thanks to the models being bigger, they are better at mimicking real cars, especially in the photos. It’s also easier to notice subtle detail such as emblems and badges.

For quite some time now, partwork collection publishers have attempted to get the 1:24 scale in fashion. After France, Russia and Spain, publishing company Hachette piloted a series of 1:24 scale models in Poland earlier this year. Therefore, there’s a chance that the 1:24 scale will gain popularity and the perception about it will change. As long, as the quality matches that of the presented Ibiza.

P.S. All the best to all my readers in the New Year 2020!




Seat Ibiza 1.5 GLX 1984 (1:24) by IXO/Edicola
Partwork series - Coches Inolvidables (Salvat)

Saturday, 30 November 2019

Renault Clio V6 Renault Sport 2000 (Universal Hobbies)

Bądźmy szczerzy – taki samochód już nigdy nie powstanie. W czasach postępujących zmian  klimatycznych i mody na ekologię, aprobatę zdobywają oszczędne i ekologiczne pojazdy. Oferowanie małego auta z wielkim i paliwożernym silnikiem byłoby więc wizerunkowym samobójstwem. W dodatku wywołałoby furię Grety Thunberg. A po co denerwować dzieci?

Wystarczy już, że tak zwariowany samochód w ogóle kiedykolwiek powstał. Skąd wziął się pomysł na taki projekt? Pierwowzorem było kultowe Renault R5 Turbo z lat 80. Na początku XXI wieku, pomysł postanowiono jednak odświeżyć. Bodźcem było rozpoczęcie wyścigowej serii Clio Trophy, w której rywalizowały Clio z silnikami V6. Renault uznało, że stworzenie cywilnej wersji tych pojazdów zwiększy popularność nowej serii wyścigowej.
Projekt nowego modelu powierzono brytyjskiej firmie Tom Walkinshaw Racing. Ta, ze skromnego hatchbacka uczyniła prawdziwego demona! Technicznie, Clio V6 w niczym nie przypomina swojego zwykłego odpowiednika. Do napędu wykorzystano 6-biegową skrzynię oraz silnik 2.9 V6 o mocy 230 KM pochodzący z większej Laguny, który umieszczono centralnie, w miejscu tylnej kanapy. Przekonstruowano też zawieszenie, aby mogło poradzić sobie z tak wielką mocą oraz większą o ok.260kg masą własną.

Sprzedaż Clio V6 uruchomiono w listopadzie 2000 roku a produkcję umiejscowiono w zakładach firmy TWR w szwedzkim Uddevalla. Model sprzedawano do końca 2002 roku, kiedy zaprezentowano zmodyfikowane Clio V6 phase II. W sumie, wyprodukowano 1513 modeli pierwszej serii.

O miniaturze
Miniaturka wyprodukowana jest przez Universal Hobbies, na potrzeby serii Renault M6 Collection wydawanej w latach 2005-2010. Modelik wygląda całkiem porządnie, jednak odnoszę wrażenie, że coś jest nie tak z proporcjami nadwozia. Widać to dosyć wyraźnie, kiedy porównamy modelik ze zdjęciami prawdziwego samochodu. Produkt Universal Hobbies wydaje się rozciągnięty w górę. Ta nieścisłość trochę mi przeszkadza, lecz z racji braku alternatywy, muszę ją zaakceptować.

*********
Let’s be honest – a car like this will never be made again. In a time of perpetuating climate changes and eco-fashion, frugal and ecological cars get all the acclaim. Offering a small car with a huge, petrol-guzzling engine, would thus be a PR suicide. On top of that, it would infuriate Greta Thunberg. And why would you want to annoy the kids?
It’s enough that such a crazy car has ever been made. Where did the idea for the project come from? The original was the legendary Renault R5 Turbo from the 80s. At the start of XXI century however, bosses at Renault decided to refresh that idea. A major stimulus for this was the start of Clio Trophy racing series, in which Clios with V6 engines were taking part. Renault figured that creating a road version of these vehicles will increase the popularity of the new racing series.

The project of this new model was given to Tom Walkinshaw Racing. From a humble hatchback, they created a true demon! Mechanically, Clio V6 doesn’t resemble its normal counterpart in any way. To power the car, a 6-speed manual gearbox was used paired with a 2.9 V6 230 hp engine, sourced from a larger Laguna and mounted centrally, in the space of a rear bench. The suspension was also reworked, so that it could manage such great power, but also a 260kg increase in curb weight.

Sales of Clio V6 began in November 2000 and the assembly was placed in TWR’s factory in Swedish Uddevalla. The model was sold until the end of 2002, when the modified Clio V6 phase II was shown. In total, 1513 models of first series were produced.

About the miniature
The miniature is done by Universal Hobbies, for the purposes of the Renault M6 Collection, released from 2005 to 2010. The model looks pretty decent, but I have a feeling that there is something wrong the proportions of the body. It is quite easily visible, when we compare the model with photos of the real car. The Universal Hobbies product seems to be stretched out upwards. That fault does bother me a little bit, but with a lack of available alternative, I just have to accept it the way it is.





Renault Clio V6 Renault Sport 1999 (1:43)
by Universal Hobbies


Saturday, 12 October 2019

Renault Clio II RS Team 2004 (Universal Hobbies)

W przypadku Clio RS, Renault przyzwyczaiło nas do tego, że wprowadza wiele dodatkowych odmian modelu. Opisywany wariant RS Team jest jednak nietypowy, bo w jego przypadku nie chodziło o lepsze osiągi czy niższą masę. Aby świętować wygranie Rajdowych Mistrzostw Francji przez zespół Renault Sport, firma postanowiła wprowadzić bardziej przystępną cenowo wersję swojego najmniejszego modelu. Tak narodziło się Clio RS Team. Po usunięciu z listy wyposażenia skórzanej tapicerki, automatycznej klimatyzacji, świateł ksenonowych i systemu audio cena spadła o 3000 euro. Takie „Clio RS dla biedoty” kosztowało we Francji 19,900 euro. Na szczęście, inżynierowie w spokoju zostawili napęd. Pod maską pracuje ten sam dwulitrowy, wolnossący, 182-konny motor, który zasilał seryjne RS-y.  


O miniaturze
Jak w przypadku cywilnego Clio II opisywanego w poprzednim wpisie, jakość tego modelu jest bardzo zadowalająca. Niby nie powinno to dziwić, bo autorem Clio RS Team też jest Universal Hobbies, ale różne rzeczy w modelikowym świecie się już działy, dlatego należy pochwalić producenta za utrzymanie poziomu. Modelik prezentuje się świetnie w jaskrawopomarańczowym lakierze (pomarańczowy Sanguine wg. nomenklatury Renault) z białymi pasami. Grubość pigmentu dobrano dobrze a sam lakier położono schludnie. Jedyne modyfikacje jakie dokonałem w modelu to wkłady lusterek oraz dodanie rejestracji. Na koniec dodam, że modelik pochodzi z serii Renault M6 Collection.

*********
When it comes to Clio RS, Renault accustomed us to introducing many variants of the model. The RS Team edition however, is a little bit different. In this case, better performance or lower mass were not the concern. To celebrate wining the French Rally Championships by Renault Sport, the company decided to release a more affordable version of its smallest model. That is how Clio RS Team was born. After removing leather upholstery, automatic aircon, xenon lights and audio system from the equipment list, the price dropped by 3000 euros. In France, this “poor man’s Clio RS” costed 19,900 euros. Thankfully, the engineers left the drivetrain in peace. Under the bonnet is the same, two-litre, naturally aspirated, 182-hp motor that powered the standard RS’. 


About the miniature
Like with the standard Clio II discussed in the previous post, the quality of this model is very pleasing. Theoretically it shouldn’t come as a surprise, because Clio RS Team was also done by Universal Hobbies, but strange things have happened in the diecast world already, thus it’s worth commending the manufacturer for maintaining the standard. The model looks great in the vibrant orange paint (Blood orange or Sanguine orange in Renault’s nomenclature) with white stripes. The thickness of pigment grain was well selected and the paintwork itself is tidy. The only modifications I made is adding a real-mirror effect to the wing mirrors and providing the number plates. Finally, I’ll just mention that the model comes from the Renault M6 Collection.






Renault Clio II RS Team 2004 (1:43)
by Universal Hobbies